Franczyza co to jest, wiedziałam z prezentacji: gotowy model, znana marka, wsparcie sieci. Potem przeczytałam kilkanaście umów franczyzowych, bo przez siedem lat czytanie umów było moją codzienną robotą. Prezentacja i umowa mówią o dwóch różnych rzeczach i nie ma w tym oszustwa. Jest różnica między tym, co się sprzedaje, i tym, co się podpisuje.
Co dostajesz i za co płacisz
Dostajesz prawo do używania znaku towarowego, dostęp do know-how zapisanego w podręczniku operacyjnym, wsparcie przy uruchomieniu i zwykle warunki zakupowe wynegocjowane dla całej sieci. Ta ostatnia rzecz jest najbardziej wymierna i najrzadziej podkreślana: przy handlu spożywczym różnica w cenie zakupu towaru bywa większą korzyścią niż sama marka.
Płacisz zwykle w trzech pozycjach. Opłata wstępna, w polskich sieciach handlowych i gastronomicznych od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Opłata bieżąca, liczona jako procent od obrotu, najczęściej w przedziale od trzech do ośmiu procent, choć w części sieci handlowych wynagrodzenie działa odwrotnie i to franczyzodawca płaci prowizję od sprzedaży. Trzecia to opłata marketingowa, jeden do trzech procent. Do tego dochodzi nakład na wyposażenie lokalu, którego prezentacja nie ukrywa, ale podaje w widełkach szerszych, niż wychodzi w praktyce.
Czego nie ma w polskich przepisach
Odrębnej ustawy o franczyzie. Umowa franczyzowa jest w Polsce umową nienazwaną, opartą na swobodzie kontraktowania z kodeksu cywilnego, więc jej treść wyznacza właściwie wyłącznie to, co strony podpisały. Nie ma ustawowego obowiązku przedstawienia kandydatowi dokumentu informacyjnego z danymi o sieci, jak w części państw, i nie ma ustawowego okresu na zastanowienie.
Istnieje natomiast Kodeks Etyki Franczyzy, przyjęty przez organizacje branżowe, i część sieci się do niego odwołuje. To dokument dobrej praktyki, nie przepis, więc sprawdzam co innego: czy sieć zgadza się na przekazanie kontaktów do trzech obecnych franczyzobiorców, w tym jednego, który działa najkrócej. Odmowa na tym etapie jest najtańszą informacją, jaką można dostać. Sieci pewne swojego modelu podają te kontakty bez wahania i tak było w większości przypadków, które sprawdzałam.
Pięć zapisów, przy których zatrzymywałam się najdłużej
Terytorium i wyłączność. Umowa bez zapisu o wyłączności pozwala otworzyć kolejny punkt tej samej sieci dwie ulice dalej i widziałam takie sytuacje. Zakaz konkurencji po zakończeniu umowy, obejmujący czasem kilka lat i całą branżę, co przy rezygnacji zamyka drogę do prowadzenia własnego lokalu.
Trzeci zapis to obowiązek zakupów u wskazanych dostawców razem z minimalnymi progami, bo to on decyduje o realnej marży. Czwarty: warunki wypowiedzenia i to, kto może wypowiedzieć umowę szybciej. Piąty, najczęściej pomijany przez kandydatów, dotyczy losu lokalu po zakończeniu współpracy. Jeśli umowa najmu jest zawarta przez franczyzodawcę i podnajmowana tobie, to po rozstaniu zostajesz bez lokalu i bez klientów, których w nim zebrałeś. To najpoważniejszy pojedynczy zapis w całym dokumencie.
Kiedy to się broniło, a kiedy nie
Broniło się w handlu spożywczym i w gastronomii, gdzie skala zakupowa sieci i rozpoznawalność marki dają przewagę od pierwszego dnia. Polskie sieci w rodzaju Żabki, Lewiatana, Delikatesów Centrum, Da Grasso czy Green Caffè Nero mają wypracowane modele i policzalne wymagania wobec lokalu, więc rachunek da się zrobić przed decyzją.
Nie broniło się przy usługach, w których liczy się osoba wykonująca, a nie szyld. Płacenie procenta od obrotu za markę w usłudze, którą klient wybiera po opinii o konkretnym człowieku, jest kosztem bez odpowiadającej mu korzyści. Nie broniło się też u osób, które szukały we franczyzie mniejszego ryzyka. Ryzyko finansowe zostaje po twojej stronie w całości, zmienia się tylko liczba decyzji, które podejmujesz sam. O rachunku przy otwieraniu punktu handlowego pisaliśmy przy okazji tekstu o sklepie monopolowym jako pomyśle na biznes.






